Witam wszystkich

Jak narazie napisałam dla was jedno opowiadanie, mam nadzieję, że się spodoba. Za niedługo postaram się napisać kolejne.

czwartek, 30 grudnia 2010

Rozdział 3

Była 8.00 rano lekarz stał nade mną...
-dzień dobry, wyspałaś się?
-dzień dobry...tak yyy właściwie to nie...
-pewnie jesteś ciekawa wyników operacji
-oczywiście jak poszła?
-dobrze ale mogła lepiej
-to znaczy ?
-stan twojej mamy jest stabilny, ale dalej nie zbudziła się ze śpiączki
-ohh...mogłam się tego spodziewać, a kiedy może się zbudzić?
-nie wiemy, to może trwać kilka miesięcy a nawet lat
-lat?! nie można nic na to poradzić ?!
-niestety pozostaje nam tylko czekać..,
-a co z tatą mogę go odwiedzić?
-oczywiście, zaprowadzę cię do niego, właśnie kończy jeść śniadanie
-dobrze
-o to tutaj,
-dziękuję
-jak będziesz coś chciała to jest w gabinecie...
-tato..?!
-Alex ?! co ty tu robisz?
-przyjechałam jak zadzwonili, że mieliście wypadek..
-jak ty tu dotarłaś?
-pociągiem...
-sama? córciu to niebezpieczne
-jechał ze mną David
-jaki David?
-wiesz to bardzo długa historia, opowiem ci jak wyzdrowiejesz
-jak chcesz
-boje się o mamę...
-córciu uwierz będzie dobrze, damy sobie z tym radę
-tak...mam nadzieję...
-Alex idź się prześpij, bo z samego rana przyjeżdża po ciebie ciocia...
- a ty tato ?
- ja będę tu jeszcze 4 dni muszą mnie wypisać
-a co z mamą.? nie możemy przecież jej tak zostawić
-ona jest pod stałą opieką, córciu będzie dobrze za 4 dni wrócę i pogadamy o sprawie z mamą, ale dzisiaj musimy się pożegnać bo jutro z rana będą mi zakładać porządny gips a twojej ciotce jak ją znam czekać się nie będzie chciało..
-no dobrze , wracaj szybko
-o mnie się nie martw
-tatku.?
-tak Alex ?
-kocham cię
-ja ciebie też córciu, ja ciebie też..wyśpij się słonko
-ty też tato, pa
-pa..

yhh brat pisze prace a ja czasu nie mam ;p
ale za nie długo postaram sie dokończyc ;d

wtorek, 28 grudnia 2010

Rozdział 2

Odebrałam słuchawkę i rozpłakałam się. Dzwonili ze szpitala, rodzice mieli wypadek, mama jest w ciężkim stanie i zapadła w śpiączkę, a tata ma złamaną nogę. Rzuciłam telefonem i pobiegłam do domu się spakować, ale chłopcy próbowali mnie zatrzymać.
-Alex! stój co się stało?!
-moi rodzice !
-no co sie stało ?
-mieli wypadek, muszę stąd jak najszybciej wyjechać !
-nie możesz niby jak chcesz to zrobić
-pociągiem....pociągiem!
Biegłam aż nagle David chwycił mnie i mocno przytulił szepcąc mi do ucha, że wszystko będzie dobrze i pojedzie ze mną, że nie zostawi mnie za nic w świecie. Czułam, że jest jedyną osobą w moim życiu której moge zaufać, wiem miałam jeszcze Maxa, ale mimo to David  był najważniejszy, podtrzymywał mnie na duchu i nie pozwalał się poddać.
-nie płacz, Alex proszę
-nie umiem to silniejsze...
-na pewno chcesz tam jechać?
-tak
-wiesz, że to kawał drogi
-tak wiem, ale ja muszę...
-rozumiem, więc chodź spakujesz się i pojedziemy
-dobrze
Poszliśmy do domu ja przebrałam się w coś bardziej na podróż (komplet)
Słońce właśnie zachodziło, a podróż stąd do szpitala będzie trwać około 3 godzin. Mimo to się nie zniechęciłam, miałam przecież obok bliską mi osobę, Razem z Davidem pobiegliśmy na ostatni pociąg, a Max pobiegł zawiadomić ciocie o wypadku.
-jesteśmy już w pociągu, chyba nic nam nie przeszkodzi...
-mam nadzieję chce już jak najszybciej tam dotrzeć.
Nagle jak na złość kontroler pociągu zawiadomił pasażerów "PRZEPRASZAMY, ALE Z POWODU PROBLEMÓW TECHNICZNYCH MECHANIZMU POCIĄGU, WYJAZD ZOSTANIE OPÓŹNIONY MNIEJ WIĘCEJ NA GODZINĘ, PRZEPRASZAMY".Chciałam już coś powiedzieć, gdy nagle dojrzałam, że jakiś facet zachowuje się jak by nas śledził, widziałam go już w mieście, zawsze pojawiał się tam my.
-David...?
-no ?
-ktoś chyba nas śledzi
-jak to ?
-widzisz tego faceta?
-taa
-znasz go?
-nie, pewnie jakiś turysta
-on zawsze jest w tym miejscu co ja, nie podoba mi się to
-może masz rację, no ale co zrobimy.?
-nie wiem jak wysiądziemy z pociągu musimy go zgubić
-no, ok
Godzina minęła dość szybko, pociąg ruszył a przed nami były trzy godziny jazdy, przespałam się a David czuwał w razie odwiedzin tego faceta...Podróż minęła i nastała godzina 00.00, nie byłam pewna czy szpital będzie otwarty, no ale cóż innego mogliśmy o tej godzinie zrobić jak sprawdzić i się dowiedzieć.Ku naszemu szczęściu szpital był otwarty, z ulgą weszliśmy i czekaliśmy aż ktoś przyjdzie do okienka.
-dobry wieczór
-dobry wieczór, w czym mogę pomóc.?
-gdzie znajdę Isabell i Jake'a Iwan's ?
-przepraszam a panienka to.. ?
-Alexandra Iwan's ich córka
-to do panienki dzwoniliśmy tak?
-tak, do mnie...zaprowadzi mnie pani do nich?
-tak, oczywiście, a skąd przebywasz Alex?
-z N.Y
-to ze trzy godziny stąd, jak tu dotarłaś?
-pociągiem
-wiesz, że to niebezpieczne..
-tak wiem ale ważniejsi są rodzice
-to tutaj twoja matka będzie z rana miała przeprowadzoną operację a tata ma złamaną nogę
-a czy mamie coś grozi?
-nie jest to łatwa operacja, ale niczego nie gwarantuje...
-ile jest możliwości, że mama wyzdrowieje?
-50% na 50% , szanse są równe..po zastaje tylko czekać na poprawę
Nienawidziłam czekania, te słowo doprowadzało mnie do załamania nerwowego, zawsze to słowo oznaczało tak lub nie. Niestety musiałam czekać ale nie sama, przespałam całą noc z Davidem na korytarzu...
Obudził mnie pan doktor, mama była już po operacji....


Jutro dodam kolejny, a może jeszcze nawet dziś, to zależy czy będę miała warunki , pozdr. :*:**:*

czwartek, 23 grudnia 2010

Rozdział 1

 Tego dnia słońce grzało jak nigdy, Alex  (Alexandra) 16 letnia dziewczyna z L.A (Los Angeles) spędzała swoje wakacje w N.Y (New York) u swojego17 letniego kuzyna Maxa (Max)
Alex nie ma rodzeństwa i zbyt dużo przyjaciół, jej najlepszą przyjaciółką jest Lily(Lily)
-Córciu, wrócimy po ciebie za miesiąc,baw się dobrze
-no, ok pa mamo, pa tato
-pa
-oo...cześć Alex
-heej Max, co tam u was ?
-a no wporzo, fajnie, że jesteś, daj zaniosę ci rzeczy do pokoju
-ok, dzięki, ale się tu zmieniło..
-no mały remoncik, będziesz spała w pokoju Sary...
-a gdzie ona jest ?
-wyjechała szukać pracy
-aaa
Mój pokój (pokój) był wystarczający duży by mogłam pomieścić w nim moje gnaty, lubiłam tu przyjeżdżać poznawałam tu zawsze nowych kumpli i kumpele, byłam ciekawa co tym razem mi się przydarzy...
Postanowiłam się rozpakować i ubrać w coś na zmiane (komplet).Max czekał już na mnie na dole, chciał mnie zapoznać z jego kumplem.
-o już jesteś. Alex poznaj mojego kumpla
-cześć jestem Alex
-siemka jestem David (David)
-ej słuchajcie możemy gdzieś razem wyskoczyć
-świetny pomysł co ty na to Alex?
-jasne, w końcu przyjechałam tu żeby się świetnie bawić..
-to może na lody?
-spoko, tylko wezmę portfel
-to my już idziemy przed dom
-ok, ale czekajcie
-to się pospiesz!
Ja z Davidem wyszliśmy z domu na taras, usiedliśmy na hamaku i zaczeliśmy rozmowę, David zdawał się być inny niż przy Maxsie, był szczery, miły, otwarty czułam, że go kocham, wiedziałam że to może być tylko zauroczenie, w końcu znamy się jeden dzień, mimo tego odkładałam w sobie nadzieję, że coś może z tego wyjść. W końcu przyszedł Max i poszliśmy na lody.
-Alex, jaki chcesz waniliowy, truskawkowy czy czekoladowy ?
-hmm...niech będzie waniliowy
-a ty David?
-to samo
-no to trzy razy wanilia
Zjedliśmy lody i postanowiliśmy wskoczyć jeszcze do pizzeri i skateparku, Max i David pokazali mi tyle wspaniałych rzeczy w N.Y.  że w ogóle zapomniałam, że wakacje się skończą i będę musiała wracać do rodzinnego L.A.Wszystko tak dobrze się układało gdy nagle zadzwonił nieznany telefon....

środa, 22 grudnia 2010

Vampire-portal Kiana cz. 4

         Jaskinia, wydawała się być nie odwiedzana przez wieki, wydobywał się z niej niesamowicie dziwny blask i woń róż, było to dziwne, bo każdy myśląc logicznie zapytał by skąd róże w jaskini, a jednak zapach był bardzo wyraźny i miły za razem kojący. Można było zapomnieć o jakimkolwiek bólu, złej przeszłości, o czym kolwiek złym, nawet jeśli dookoła otaczał świat powstały z samego zła. Jaskinia była bowiem iskierką nadziei pośród kłopotów.Była ja kwiat lotosu, po którym człowiek zostaje bez pamięci, przeszłości, zostawiony losu przyszłości. Z pozoru wydawała się złą, ale od wnętrza "serca", najwspanialszą rzeczą jaka istnieje, przynosiła wieczną zgubę ale także ukojenie...
-coraz bardziej zaczynam wątpić w to, że to pułapka..(Emerson)
-ta słodka woń...(Destiny)
-róż...
-ta, właśnie róż..dziwne..
-co cie dziwi Destiny ?
-skąd zapach róż w jaskini, coś tu jest podejrzanego...
-masz rację, ale ten zapach tak przyciąga...
-to pewnie pułapka
-być może
-ale nie mamy innego wyjścia
-nie ma nawet już odwrotu
-taa...wszystko zależy od nas...
-więc, chodźmy...
-tak. chodźmy, patrz ! widziałeś to?
-co ?!
-coś tam leciało, przypominało ducha...
-bardzo możliwe, w końcu to kraina zmarłych tu aż roi się od duchów.
-ale duchy są ja mgła...
-tak..
-a ten był czarny, a jego oczy były czerwone, Emerson ja, ja chyba się boję..
-obyś się myliła...
-o co chodzi Emerson..?
-powiadasz, że był czarny ?
-tak jak najgorszy koszmar, i momentalnie przeszył mnie taki chłód i ból, przypomniały mi się najgorsze rzeczy, np strata mamy...
-to pewnie Phantom gloomy...
-Fantom mroczny, inaczej ta?
-taa...skąd ty...?
-śnił mi się kiedyś, jak byłam mała co noc mnie nawiedzał...
-powiedz co dokładnie ci si śniło, to może być rozwiązanie naszego problemu
-co noc, śniło mi się, że Fantom mnie goni, lub może chce mi coś pokazać, w pewnym momencie zrobiło się ciemno, i ukazały się mi bliskie osoby : mama, tata, ogólnie cała rodzina i jedno puste miejsce w którym pojawiła się mgła w kształcie liter...
-co tam pisało...?
-"zapisane w twoim sercu"..., nie rozumiałam tego aż do teraz, to jesteś ty...jestem pewna..
-o co w tym może chodzić, co oznaczają te sny...może to wizja przyszłości...
-możliwe...
-ale wydawało mi się, że Fantom kazał mi wybrać jedną osobę, by ją ożywić i przywrócić...tylko, że ty żyjesz...Emerson?..Emerson ?! gdzie jesteś!?
Wokół Destiny krążył Fantom, upatrzył ją sobie od momentu jej narodzenia...Gnieździł się w jej najskrytszych myślach do których nawet ona sama nie umiała dotrzeć...
-Kim ty jesteś?! i co zrobiłeś Emersonowi, zostaw go w spokoju to mnie chcesz.nie jego .!
-jeesteem..twoimi myślami, sama mnie stworzyłaś...
-co ?! jak to?! dręczysz mnie od urodzenia?! o co ci chodzi ! i co z Emersonem?!
-on jest ze swoimi...przed tobą ciężki wybór od niego będzie zależała twoja przyszłość i innych ludzi.
-jaki wybór?
-możesz wziąść kamień i zażyczyć sobie czego chcesz, możesz ocalić bliskich, świat lub zapragnąć czego tylko zechcesz, ale pamiętaj że życzenie masz tylko jedno...teraz cię zostawię samej sobie...
Pośród, ciemności Destiny została zostawiona samej sobie, od niej zależał los wszystkich mieszkańców ziemi...
Po chwili namyślania wzięła kamień do ręki , i zażyczyła sobie by w zamian za jej życie, przywrócono do życia jej bliskich, a zło zostało zniszczone...
Oddała życie za swych bliskich, gdy Emerson spojrzał na jej bladą postać oddał nieśmiertelność za jej życie.
Obudzona Destiny umarła wraz z Emersonem, mając 1000 lat znaleźli wreszcie wieczny spokój, byli razem aż do śmierci...



nie za bardzo wiedziałam jak zakończyć ;p mam nadzieję, że jest ok ;d










Vampire-portal Kiana cz. 3

Nastał świt, Destiny nie spała całą noc, rozmyślała nad mamą, tak bardzo było jej brak. Potrzebowała jej teraz jak nigdy dotąd, ona dawała jej oparcie w trudnych chwilach,  a jednak musiała radzić sobie sama. Emerson także nie spał, zresztą był wampirem, sen nie był mu potrzebny...
-jesteś gotowa?(zapytał rozmyślony Emerson)
-tak,..chyba tak...(odparła dziewczyna)
-co się stało ?
-nie, nic po prostu brakuje mi jej...(rozpłakana odpowiedziała)
-mamy?
-tak, była zawsze obok a teraz .?
-jest cały czas, tutaj w twoim sercu
-wiem, ale chciałabym by stała tu obok i przytuliła mnie, tak mi tego brakuje...
-wierzę, może to ci pomoże..(Emerson mówiąc to przytulił Destiny do siebie)
-tak, tyle ci zawdzięczam, zawsze jesteś przy mnie
-bo cie kocham
-ja ciebie też kocham
-wiem, że nie zastąpię ci matki, ale próbuje pomóc ci jak tyko potrafię
-nie wiem co bym bez ciebie zrobiła, wiesz chyba czas już iść walczyć...
-tak masz rację
-jak myślisz uda nam się ?
-bardzo możliwe, czas pokarze...
-taa...
Drzwi do portalu Kiana, prowadziły do świata o którym ludzkość nie miała pojęcia, każdy kto tam wszedł nie wrócił żywy, nikt nie wrócił...
-chodź, tutaj okaże się nasz przyszłość...
-taak...
-jesteś gotowa?
-jak nigdy, jeśli chcesz możesz tu zostać...
-nie, nie ma mowy żebym cie zostawił..
-dziękuję
-za co ?
-za wszystko, za to że jesteś
-nie ma sprawy, ty byś zrobiła to samo
-tak, dokładnie
-idziemy?
-tak, mam jeszcze jedną proźbę
-jaką ? zrobię dla ciebie wszystko
-złap mnie za rękę
-oczywiście, Destiny
-idziemy ?
-tak
Destiny i Emerson przeszli przez Kianę, wszystko wokoło wyglądało tak ponuro, ten świat był otoczony ludzkimi nieszczęściami, koszmarami, i popełnionymi błędami, te wszystkie błędy popełnione przez ludzkość od wieków zbierały się w tym miejscu tworząc krainę cieni i zagubionych...
-to, to jakiś obłęd, koszmar...po prostu brak słów...(Emerson)
-wszystko tu jest takie szare...bez życia...(Destiny)
-dokładnie, aż życie traci sens...
-spróbujmy, znaleźć ten kamień...nie traćmy czasu...
-masz racje, im dłużej tu jestem tym coraz bardziej trace siły i chęci...
-o spójrz !
-co to? jaskinia?
-jakiś blask stamtąd dochodzi, to pewnie kamień..
-chodźmy
-ok
-poczekaj...
-o co chodzi ?
-coś tu jest nie tak, to zbyt proste
-masz rację ta jaskinia to pewnie nasza jedyna szansa a zarazem pułapka...
-pewnie tak, ale nie mamy innego wyjścia, co kolwiek się stanie, będziemy razem
-już na zawsze
-dokładnie, nic nas nie rozdzieli, rozumiesz Destiny?
-doskonale, aż sama sobie się dziwie
-to serce kieruje naszymi uczuciami
-wiem, ale..jesteśmy wampirami
-tak, ale mamy serca, nawet bardziej kochające niż zwykły człowiek...
-masz racje, chodźmy już
-dobrze...
W jaskini ciemność panowała bardziej niż na zewnątrz, jedyne światło dochodziło od wewnątrz jaskini, było niezwykłe, żadne ludzkie oko nie widziało nigdy tak pięknego i tajemniczego blasku nadziei pośród mroku...


noo, mam nadzieję, że się wam spodobało, za niedługo postaram się dodać kolejną część ;*
pozdr. :* :p

Vampire-portal Kiana cz. 2

       Długie włosy Destiny delikatnie powiewał wiatr dochodzący z portalu, Emerson wpatrzony w tą otchłań ciemności i pełną obłąkania, zmierzył ku Kianie, jego dłonie drżały, a oczy skupione były na tym jednym miejscu. Kiana była bardzo kuszącym miejscem dla wampirów, wejście do niej oznaczało, zgubną śmierć na wieki.
Destiny widząc obłąkanie Emersona, zaczęła krzyczeć..
-Emerson, prosze co ty robisz ?!, nie idź tam !(Destiny)
-jja...jja muszeee...(odpowiedział jak w transie Emerson)
-nie ! nic nie musisz..(Destiny)
-muusszzzeee....(Emerson)
-w takim razie będę przeszkodą nie przejdziesz, ja cie powstrzymie(Destiny)
Emerson z całej siły odepchnął Destiny, która straciła przytomność..Wtem coś jakby mroczna zjawa, obudziła Emersona, dążącemu ku Kianie. Zbudzony nie pamiętał co zrobił, gdy zobaczył leżącą Destiny, podbiegł do niej i przypomniał sobie co się wydarzyło
-Destiny, moja ukochana, proszę obudź się ! (Emerson)
-ech...moja głowa, Emerson ?! to ty ?! nareszcie się obudziłeś(Destiny)
-tak, przepraszam najdroższa to już się nie powtórzy, to to zapach krwi...mnie tam tak przyciągnął, wiesz, że to jak kokaina, straciłem kontakt ze światem, jakiś głos wołał mnie, gdy nagle coś mnie obudziło...(Emerson)
-już dobrze, wybaczam ci, wiem że to nie twoja wina, to wina Kiany...(Destiny)
-Destiny... ?
-tak?
-obiecaj mi coś...
-co tylko zechcesz.
-jeśli coś złego znów stanie się ze mną i wejde do Kiany, proszę nie rób tego samego, i żyj dalej ciesząc się tym, że panuje nad tobą silna wola
-ale..
-nie ciii....proszę obiecaj mi to
-nie pozwolę żebyś tam wszedł, prędzej ja to zrobię..
-Destiny?
-taa..?
-kocham Cię
-ja Ciebie też kocham, mój najdroższy
Emerson pocałował Destiny , i przytulił , po czym...
-spójrz, już się zciemnia...(odparła Destiny)
-tak, wiesz co to oznacza...
-wiem, wojna...
-jeśli nie chcesz idź się ukrywaj, ja wygram lub polegnę, dla mnie ważne jest to byś była szczęśliwa i zdrowa
-a ja przy tobie, ale jak ginąć, to razem...
Słońce ukazało swe ostatnie lśniące promienie, i ukazał się srebrzysty księżyc, nadszedł ostateczny czas, który osądzi przyszłość nie tylko Destiny i Emersona, ale także całej Ziemi.
-nasze miasteczko całe jest od tych wampirów, myślałam, że nie jest aż tak źle
-chciałbym żebyś miała rację...
-spójrz ! czy to pani Gavley ?
-tak rzeczywiście, chodźmy może ona jest jeszcze śmiertelną
-Pani Gavley ? co pani tu robi? czmu pani się nie ukrywa..?
-jja..jjaa...jestem czarną wiedźmą, wampiry mnie nie widzą, więc jak się to stało, że wy..?
-my nie pijemy krwi (odparł Emerson)
-dobrze wiedzieć, że jest jeszcze ktoś po stronie dobra (pani Gavley)
-niestety jest nas niewielu...(Destiny)
-tak, moje droge dziecko, ale ty...ty jesteś wybranką wampirów, jak byłaś mała twoja mama przyniosła cię do mnie, już wtedy w twoich oczach było widać, że zostałaś stworzona do czegoś więcej, niż wszysc uważali...(pani Gavley)
-ale ...jak to?! pani zna moją mamę ?!
-znam, aż za dobrze...
-co to znaczy?!
-jestem jej siostrą
-jak to ? moja ciocia zginęła w wypadku
-to było tylko kłamstewko, by cię chronić
-chronić?! przed czym ?!
-nie jesteś tylko wampirem Destiny...
-jak to ?! o co tu chodzi ?
-jesteś po mamie przywódczynią wiedźm i wampirów..
-po mamie ? przecież mama nie żyje, a po za tym ona była człowiekiem...
-nie Destiny, nie była człowiekiem, i nie umarła tak zwyczajnie, oddała duszę byś ty miała władzę i normalne życie...
-czemu, czemu dopiero teraz o wszystkim się dowiaduję !(ocierając łzy: Destiny)
-nie sądziłam, że sprawy zajdą aż tak daleko, teraz był czas w którym mogłaś to zrozumieć...
-ciociu..
-tak Destiny ?
-boję się
- nie bój się, moja kochana, masz moc której ci zazdrości każdy wampir i wiedźma, ty i Emerson możecie ocalić świat przed zagładą
-chyba...
-Destiny ja w ciebie wierzę, (odparł Emerson)
-dziękuję, damy rade prawda?
-oczywiście, że damy wszystko dobrze się skończy
-obyś miał rację, ciociu ?
-tak ?
-co zrobić by ocalić ludzkość
-to nie będzie łatwe...
-ale jest szansa, że da się ocalić ludzkość?(Destiny)
-jest, niewielka...(pani Gavley)
-czy wielka, czy też nie damy radę, prawda Destiny ?(Emerson)
-tak, damy radę, mamy coś czego inni nie mają(Destiny)
-co takiego?(Emerson i pani Gavley)
-miłość,wiarę i zaufanie
-zgadzam się Destiny jesteś tak młoda i mądra, zupełnie jak twoja matka...(stwierdziła pani Gavley)
-dokładnie (Emerson)
-dobrze dość tego zachwalania, co mamy zrobić
-musicie odszukać w krainie zmarłych kamień Iliana, jedno życzenie i wszystko zmieni...
-ale przecież z tam tąd nie ma wyjścia..?!
-właśnie , jest tylko trzeba mieć silną wolę...
-Emerson, ty zostań ja sama pójdę(Destiny)
-coś ty nie zostawię cie samą(Emerson)
-ale pamiętasz co było ostatnio
-nie bój się to był moment mojej słabości, dam radę
-no dobrze, wierze w ciebie (powiedziała dając mu buziaka Destiny)
-kiedy wyruszamy ?(Emerson)
-o świcie...(Destiny)
-odpocznijcie, to będzie ciężka podróż...(pani Gavley)
-dobrze, do jutra (Destiny i Emerson)
-do jutra(pani Gavley)
Pojawił się zachód słońca, jak na miasto pełne wampirów, było spokojnie aż za bardzo...


Po długiej przerwie, napisałam kolejną część, mam nadzieję, że się wam spodoba ;*
za niedługo postaram się dać kolejną część ;p