Długie włosy Destiny delikatnie powiewał wiatr dochodzący z portalu, Emerson wpatrzony w tą otchłań ciemności i pełną obłąkania, zmierzył ku Kianie, jego dłonie drżały, a oczy skupione były na tym jednym miejscu. Kiana była bardzo kuszącym miejscem dla wampirów, wejście do niej oznaczało, zgubną śmierć na wieki.
Destiny widząc obłąkanie Emersona, zaczęła krzyczeć..
-Emerson, prosze co ty robisz ?!, nie idź tam !(Destiny)
-jja...jja muszeee...(odpowiedział jak w transie Emerson)
-nie ! nic nie musisz..(Destiny)
-muusszzzeee....(Emerson)
-w takim razie będę przeszkodą nie przejdziesz, ja cie powstrzymie(Destiny)
Emerson z całej siły odepchnął Destiny, która straciła przytomność..Wtem coś jakby mroczna zjawa, obudziła Emersona, dążącemu ku Kianie. Zbudzony nie pamiętał co zrobił, gdy zobaczył leżącą Destiny, podbiegł do niej i przypomniał sobie co się wydarzyło
-Destiny, moja ukochana, proszę obudź się ! (Emerson)
-ech...moja głowa, Emerson ?! to ty ?! nareszcie się obudziłeś(Destiny)
-tak, przepraszam najdroższa to już się nie powtórzy, to to zapach krwi...mnie tam tak przyciągnął, wiesz, że to jak kokaina, straciłem kontakt ze światem, jakiś głos wołał mnie, gdy nagle coś mnie obudziło...(Emerson)
-już dobrze, wybaczam ci, wiem że to nie twoja wina, to wina Kiany...(Destiny)
-Destiny... ?
-tak?
-obiecaj mi coś...
-co tylko zechcesz.
-jeśli coś złego znów stanie się ze mną i wejde do Kiany, proszę nie rób tego samego, i żyj dalej ciesząc się tym, że panuje nad tobą silna wola
-ale..
-nie ciii....proszę obiecaj mi to
-nie pozwolę żebyś tam wszedł, prędzej ja to zrobię..
-Destiny?
-taa..?
-kocham Cię
-ja Ciebie też kocham, mój najdroższy
Emerson pocałował Destiny , i przytulił , po czym...
-spójrz, już się zciemnia...(odparła Destiny)
-tak, wiesz co to oznacza...
-wiem, wojna...
-jeśli nie chcesz idź się ukrywaj, ja wygram lub polegnę, dla mnie ważne jest to byś była szczęśliwa i zdrowa
-a ja przy tobie, ale jak ginąć, to razem...
Słońce ukazało swe ostatnie lśniące promienie, i ukazał się srebrzysty księżyc, nadszedł ostateczny czas, który osądzi przyszłość nie tylko Destiny i Emersona, ale także całej Ziemi.
-nasze miasteczko całe jest od tych wampirów, myślałam, że nie jest aż tak źle
-chciałbym żebyś miała rację...
-spójrz ! czy to pani Gavley ?
-tak rzeczywiście, chodźmy może ona jest jeszcze śmiertelną
-Pani Gavley ? co pani tu robi? czmu pani się nie ukrywa..?
-jja..jjaa...jestem czarną wiedźmą, wampiry mnie nie widzą, więc jak się to stało, że wy..?
-my nie pijemy krwi (odparł Emerson)
-dobrze wiedzieć, że jest jeszcze ktoś po stronie dobra (pani Gavley)
-niestety jest nas niewielu...(Destiny)
-tak, moje droge dziecko, ale ty...ty jesteś wybranką wampirów, jak byłaś mała twoja mama przyniosła cię do mnie, już wtedy w twoich oczach było widać, że zostałaś stworzona do czegoś więcej, niż wszysc uważali...(pani Gavley)
-ale ...jak to?! pani zna moją mamę ?!
-znam, aż za dobrze...
-co to znaczy?!
-jestem jej siostrą
-jak to ? moja ciocia zginęła w wypadku
-to było tylko kłamstewko, by cię chronić
-chronić?! przed czym ?!
-nie jesteś tylko wampirem Destiny...
-jak to ?! o co tu chodzi ?
-jesteś po mamie przywódczynią wiedźm i wampirów..
-po mamie ? przecież mama nie żyje, a po za tym ona była człowiekiem...
-nie Destiny, nie była człowiekiem, i nie umarła tak zwyczajnie, oddała duszę byś ty miała władzę i normalne życie...
-czemu, czemu dopiero teraz o wszystkim się dowiaduję !(ocierając łzy: Destiny)
-nie sądziłam, że sprawy zajdą aż tak daleko, teraz był czas w którym mogłaś to zrozumieć...
-ciociu..
-tak Destiny ?
-boję się
- nie bój się, moja kochana, masz moc której ci zazdrości każdy wampir i wiedźma, ty i Emerson możecie ocalić świat przed zagładą
-chyba...
-Destiny ja w ciebie wierzę, (odparł Emerson)
-dziękuję, damy rade prawda?
-oczywiście, że damy wszystko dobrze się skończy
-obyś miał rację, ciociu ?
-tak ?
-co zrobić by ocalić ludzkość
-to nie będzie łatwe...
-ale jest szansa, że da się ocalić ludzkość?(Destiny)
-jest, niewielka...(pani Gavley)
-czy wielka, czy też nie damy radę, prawda Destiny ?(Emerson)
-tak, damy radę, mamy coś czego inni nie mają(Destiny)
-co takiego?(Emerson i pani Gavley)
-miłość,wiarę i zaufanie
-zgadzam się Destiny jesteś tak młoda i mądra, zupełnie jak twoja matka...(stwierdziła pani Gavley)
-dokładnie (Emerson)
-dobrze dość tego zachwalania, co mamy zrobić
-musicie odszukać w krainie zmarłych kamień Iliana, jedno życzenie i wszystko zmieni...
-ale przecież z tam tąd nie ma wyjścia..?!
-właśnie , jest tylko trzeba mieć silną wolę...
-Emerson, ty zostań ja sama pójdę(Destiny)
-coś ty nie zostawię cie samą(Emerson)
-ale pamiętasz co było ostatnio
-nie bój się to był moment mojej słabości, dam radę
-no dobrze, wierze w ciebie (powiedziała dając mu buziaka Destiny)
-kiedy wyruszamy ?(Emerson)
-o świcie...(Destiny)
-odpocznijcie, to będzie ciężka podróż...(pani Gavley)
-dobrze, do jutra (Destiny i Emerson)
-do jutra(pani Gavley)
Pojawił się zachód słońca, jak na miasto pełne wampirów, było spokojnie aż za bardzo...
Po długiej przerwie, napisałam kolejną część, mam nadzieję, że się wam spodoba ;*
za niedługo postaram się dać kolejną część ;p
sorki, że tak długo ale jakoś weny brak i się hasła zapomniało ;p;*
OdpowiedzUsuńsuper^^
OdpowiedzUsuń