Witam wszystkich

Jak narazie napisałam dla was jedno opowiadanie, mam nadzieję, że się spodoba. Za niedługo postaram się napisać kolejne.

wtorek, 28 grudnia 2010

Rozdział 2

Odebrałam słuchawkę i rozpłakałam się. Dzwonili ze szpitala, rodzice mieli wypadek, mama jest w ciężkim stanie i zapadła w śpiączkę, a tata ma złamaną nogę. Rzuciłam telefonem i pobiegłam do domu się spakować, ale chłopcy próbowali mnie zatrzymać.
-Alex! stój co się stało?!
-moi rodzice !
-no co sie stało ?
-mieli wypadek, muszę stąd jak najszybciej wyjechać !
-nie możesz niby jak chcesz to zrobić
-pociągiem....pociągiem!
Biegłam aż nagle David chwycił mnie i mocno przytulił szepcąc mi do ucha, że wszystko będzie dobrze i pojedzie ze mną, że nie zostawi mnie za nic w świecie. Czułam, że jest jedyną osobą w moim życiu której moge zaufać, wiem miałam jeszcze Maxa, ale mimo to David  był najważniejszy, podtrzymywał mnie na duchu i nie pozwalał się poddać.
-nie płacz, Alex proszę
-nie umiem to silniejsze...
-na pewno chcesz tam jechać?
-tak
-wiesz, że to kawał drogi
-tak wiem, ale ja muszę...
-rozumiem, więc chodź spakujesz się i pojedziemy
-dobrze
Poszliśmy do domu ja przebrałam się w coś bardziej na podróż (komplet)
Słońce właśnie zachodziło, a podróż stąd do szpitala będzie trwać około 3 godzin. Mimo to się nie zniechęciłam, miałam przecież obok bliską mi osobę, Razem z Davidem pobiegliśmy na ostatni pociąg, a Max pobiegł zawiadomić ciocie o wypadku.
-jesteśmy już w pociągu, chyba nic nam nie przeszkodzi...
-mam nadzieję chce już jak najszybciej tam dotrzeć.
Nagle jak na złość kontroler pociągu zawiadomił pasażerów "PRZEPRASZAMY, ALE Z POWODU PROBLEMÓW TECHNICZNYCH MECHANIZMU POCIĄGU, WYJAZD ZOSTANIE OPÓŹNIONY MNIEJ WIĘCEJ NA GODZINĘ, PRZEPRASZAMY".Chciałam już coś powiedzieć, gdy nagle dojrzałam, że jakiś facet zachowuje się jak by nas śledził, widziałam go już w mieście, zawsze pojawiał się tam my.
-David...?
-no ?
-ktoś chyba nas śledzi
-jak to ?
-widzisz tego faceta?
-taa
-znasz go?
-nie, pewnie jakiś turysta
-on zawsze jest w tym miejscu co ja, nie podoba mi się to
-może masz rację, no ale co zrobimy.?
-nie wiem jak wysiądziemy z pociągu musimy go zgubić
-no, ok
Godzina minęła dość szybko, pociąg ruszył a przed nami były trzy godziny jazdy, przespałam się a David czuwał w razie odwiedzin tego faceta...Podróż minęła i nastała godzina 00.00, nie byłam pewna czy szpital będzie otwarty, no ale cóż innego mogliśmy o tej godzinie zrobić jak sprawdzić i się dowiedzieć.Ku naszemu szczęściu szpital był otwarty, z ulgą weszliśmy i czekaliśmy aż ktoś przyjdzie do okienka.
-dobry wieczór
-dobry wieczór, w czym mogę pomóc.?
-gdzie znajdę Isabell i Jake'a Iwan's ?
-przepraszam a panienka to.. ?
-Alexandra Iwan's ich córka
-to do panienki dzwoniliśmy tak?
-tak, do mnie...zaprowadzi mnie pani do nich?
-tak, oczywiście, a skąd przebywasz Alex?
-z N.Y
-to ze trzy godziny stąd, jak tu dotarłaś?
-pociągiem
-wiesz, że to niebezpieczne..
-tak wiem ale ważniejsi są rodzice
-to tutaj twoja matka będzie z rana miała przeprowadzoną operację a tata ma złamaną nogę
-a czy mamie coś grozi?
-nie jest to łatwa operacja, ale niczego nie gwarantuje...
-ile jest możliwości, że mama wyzdrowieje?
-50% na 50% , szanse są równe..po zastaje tylko czekać na poprawę
Nienawidziłam czekania, te słowo doprowadzało mnie do załamania nerwowego, zawsze to słowo oznaczało tak lub nie. Niestety musiałam czekać ale nie sama, przespałam całą noc z Davidem na korytarzu...
Obudził mnie pan doktor, mama była już po operacji....


Jutro dodam kolejny, a może jeszcze nawet dziś, to zależy czy będę miała warunki , pozdr. :*:**:*

2 komentarze: