Witam wszystkich

Jak narazie napisałam dla was jedno opowiadanie, mam nadzieję, że się spodoba. Za niedługo postaram się napisać kolejne.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Koniec świata

Na ulicach panował niezwykły chaos, ludzie siali panikę, biegali bez celu, krzyczeli. Tylko ja i mój kumpel Justin, zachowaliśmy spokój, można bowiem było robić wszystko, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że za niedługo nastąpi koniec świata. Robiliśmy wszystko, wchodziliśmy na dachy,  do miejsc z zakazem wstępu, ogółem jak na moment przed nastąpieniem tragedii bawiliśmy się świetnie, do puki, do puki Justin nie powiedział mi co czuje...
Czuł bowiem do mnie miłość, a ja zaczęłam czuć to samo, jedyne co teraz mnie martwiło, to to, że za niedługo wszystko pryśnie, po prostu się zakończy. Od tej chwili zachowywaliśmy się inaczej, jak para, nie zwracaliśmy uwagę  na ludzi biegających po ulicach, siejących panikę. Widzieliśmy tylko siebie nawzajem, po za nami nie było świata. Chcieliśmy spędzić ostatnie chwile naszego życia jak najlepiej. Świat powoli się już rozpadał budynki waliły się jak te domino, które jednym ruchem przewracały jedno za drugim. Wody mórz, jezior, rzek wylewały się już na ulice miast, zalewając i niszcząc bezlitośnie to co pozostało. Ziemia zaczynała się rozstąpiać i wchłaniać ludzi w bezdenną otchłań. Dla nikogo już nie było ratunku, to był koniec nic nie dało się już zrobić. Ja i Justin objęci na najwyrzszym wieżowcu w mieście, cierpliwie czekaliśmy na śmierć. Ze łzami w oczach coraz mocniej obejmowałam Justina, wiedziałam, że zostały nam zaledwie ułamki sekundy życia. Justin jak by też to wyczuł chwycił mnie w ramiona  pocałował.Obiecaliśmy sobie miłość aż do śmierci...
W końcu przyszedł i czas na nas, wieżowiec zsuwał się z nami prosto w otchłań, towarzyszyły temu dziwne uczucia których nie potrafiłam opisać, ale dla mnie liczyła się już tylko miłość, miłość która trwała do końca świata, miłość która została w naszych sercach na zawsze...

1 komentarz: