Witam wszystkich

Jak narazie napisałam dla was jedno opowiadanie, mam nadzieję, że się spodoba. Za niedługo postaram się napisać kolejne.

czwartek, 30 grudnia 2010

Rozdział 3

Była 8.00 rano lekarz stał nade mną...
-dzień dobry, wyspałaś się?
-dzień dobry...tak yyy właściwie to nie...
-pewnie jesteś ciekawa wyników operacji
-oczywiście jak poszła?
-dobrze ale mogła lepiej
-to znaczy ?
-stan twojej mamy jest stabilny, ale dalej nie zbudziła się ze śpiączki
-ohh...mogłam się tego spodziewać, a kiedy może się zbudzić?
-nie wiemy, to może trwać kilka miesięcy a nawet lat
-lat?! nie można nic na to poradzić ?!
-niestety pozostaje nam tylko czekać..,
-a co z tatą mogę go odwiedzić?
-oczywiście, zaprowadzę cię do niego, właśnie kończy jeść śniadanie
-dobrze
-o to tutaj,
-dziękuję
-jak będziesz coś chciała to jest w gabinecie...
-tato..?!
-Alex ?! co ty tu robisz?
-przyjechałam jak zadzwonili, że mieliście wypadek..
-jak ty tu dotarłaś?
-pociągiem...
-sama? córciu to niebezpieczne
-jechał ze mną David
-jaki David?
-wiesz to bardzo długa historia, opowiem ci jak wyzdrowiejesz
-jak chcesz
-boje się o mamę...
-córciu uwierz będzie dobrze, damy sobie z tym radę
-tak...mam nadzieję...
-Alex idź się prześpij, bo z samego rana przyjeżdża po ciebie ciocia...
- a ty tato ?
- ja będę tu jeszcze 4 dni muszą mnie wypisać
-a co z mamą.? nie możemy przecież jej tak zostawić
-ona jest pod stałą opieką, córciu będzie dobrze za 4 dni wrócę i pogadamy o sprawie z mamą, ale dzisiaj musimy się pożegnać bo jutro z rana będą mi zakładać porządny gips a twojej ciotce jak ją znam czekać się nie będzie chciało..
-no dobrze , wracaj szybko
-o mnie się nie martw
-tatku.?
-tak Alex ?
-kocham cię
-ja ciebie też córciu, ja ciebie też..wyśpij się słonko
-ty też tato, pa
-pa..

yhh brat pisze prace a ja czasu nie mam ;p
ale za nie długo postaram sie dokończyc ;d

wtorek, 28 grudnia 2010

Rozdział 2

Odebrałam słuchawkę i rozpłakałam się. Dzwonili ze szpitala, rodzice mieli wypadek, mama jest w ciężkim stanie i zapadła w śpiączkę, a tata ma złamaną nogę. Rzuciłam telefonem i pobiegłam do domu się spakować, ale chłopcy próbowali mnie zatrzymać.
-Alex! stój co się stało?!
-moi rodzice !
-no co sie stało ?
-mieli wypadek, muszę stąd jak najszybciej wyjechać !
-nie możesz niby jak chcesz to zrobić
-pociągiem....pociągiem!
Biegłam aż nagle David chwycił mnie i mocno przytulił szepcąc mi do ucha, że wszystko będzie dobrze i pojedzie ze mną, że nie zostawi mnie za nic w świecie. Czułam, że jest jedyną osobą w moim życiu której moge zaufać, wiem miałam jeszcze Maxa, ale mimo to David  był najważniejszy, podtrzymywał mnie na duchu i nie pozwalał się poddać.
-nie płacz, Alex proszę
-nie umiem to silniejsze...
-na pewno chcesz tam jechać?
-tak
-wiesz, że to kawał drogi
-tak wiem, ale ja muszę...
-rozumiem, więc chodź spakujesz się i pojedziemy
-dobrze
Poszliśmy do domu ja przebrałam się w coś bardziej na podróż (komplet)
Słońce właśnie zachodziło, a podróż stąd do szpitala będzie trwać około 3 godzin. Mimo to się nie zniechęciłam, miałam przecież obok bliską mi osobę, Razem z Davidem pobiegliśmy na ostatni pociąg, a Max pobiegł zawiadomić ciocie o wypadku.
-jesteśmy już w pociągu, chyba nic nam nie przeszkodzi...
-mam nadzieję chce już jak najszybciej tam dotrzeć.
Nagle jak na złość kontroler pociągu zawiadomił pasażerów "PRZEPRASZAMY, ALE Z POWODU PROBLEMÓW TECHNICZNYCH MECHANIZMU POCIĄGU, WYJAZD ZOSTANIE OPÓŹNIONY MNIEJ WIĘCEJ NA GODZINĘ, PRZEPRASZAMY".Chciałam już coś powiedzieć, gdy nagle dojrzałam, że jakiś facet zachowuje się jak by nas śledził, widziałam go już w mieście, zawsze pojawiał się tam my.
-David...?
-no ?
-ktoś chyba nas śledzi
-jak to ?
-widzisz tego faceta?
-taa
-znasz go?
-nie, pewnie jakiś turysta
-on zawsze jest w tym miejscu co ja, nie podoba mi się to
-może masz rację, no ale co zrobimy.?
-nie wiem jak wysiądziemy z pociągu musimy go zgubić
-no, ok
Godzina minęła dość szybko, pociąg ruszył a przed nami były trzy godziny jazdy, przespałam się a David czuwał w razie odwiedzin tego faceta...Podróż minęła i nastała godzina 00.00, nie byłam pewna czy szpital będzie otwarty, no ale cóż innego mogliśmy o tej godzinie zrobić jak sprawdzić i się dowiedzieć.Ku naszemu szczęściu szpital był otwarty, z ulgą weszliśmy i czekaliśmy aż ktoś przyjdzie do okienka.
-dobry wieczór
-dobry wieczór, w czym mogę pomóc.?
-gdzie znajdę Isabell i Jake'a Iwan's ?
-przepraszam a panienka to.. ?
-Alexandra Iwan's ich córka
-to do panienki dzwoniliśmy tak?
-tak, do mnie...zaprowadzi mnie pani do nich?
-tak, oczywiście, a skąd przebywasz Alex?
-z N.Y
-to ze trzy godziny stąd, jak tu dotarłaś?
-pociągiem
-wiesz, że to niebezpieczne..
-tak wiem ale ważniejsi są rodzice
-to tutaj twoja matka będzie z rana miała przeprowadzoną operację a tata ma złamaną nogę
-a czy mamie coś grozi?
-nie jest to łatwa operacja, ale niczego nie gwarantuje...
-ile jest możliwości, że mama wyzdrowieje?
-50% na 50% , szanse są równe..po zastaje tylko czekać na poprawę
Nienawidziłam czekania, te słowo doprowadzało mnie do załamania nerwowego, zawsze to słowo oznaczało tak lub nie. Niestety musiałam czekać ale nie sama, przespałam całą noc z Davidem na korytarzu...
Obudził mnie pan doktor, mama była już po operacji....


Jutro dodam kolejny, a może jeszcze nawet dziś, to zależy czy będę miała warunki , pozdr. :*:**:*

czwartek, 23 grudnia 2010

Rozdział 1

 Tego dnia słońce grzało jak nigdy, Alex  (Alexandra) 16 letnia dziewczyna z L.A (Los Angeles) spędzała swoje wakacje w N.Y (New York) u swojego17 letniego kuzyna Maxa (Max)
Alex nie ma rodzeństwa i zbyt dużo przyjaciół, jej najlepszą przyjaciółką jest Lily(Lily)
-Córciu, wrócimy po ciebie za miesiąc,baw się dobrze
-no, ok pa mamo, pa tato
-pa
-oo...cześć Alex
-heej Max, co tam u was ?
-a no wporzo, fajnie, że jesteś, daj zaniosę ci rzeczy do pokoju
-ok, dzięki, ale się tu zmieniło..
-no mały remoncik, będziesz spała w pokoju Sary...
-a gdzie ona jest ?
-wyjechała szukać pracy
-aaa
Mój pokój (pokój) był wystarczający duży by mogłam pomieścić w nim moje gnaty, lubiłam tu przyjeżdżać poznawałam tu zawsze nowych kumpli i kumpele, byłam ciekawa co tym razem mi się przydarzy...
Postanowiłam się rozpakować i ubrać w coś na zmiane (komplet).Max czekał już na mnie na dole, chciał mnie zapoznać z jego kumplem.
-o już jesteś. Alex poznaj mojego kumpla
-cześć jestem Alex
-siemka jestem David (David)
-ej słuchajcie możemy gdzieś razem wyskoczyć
-świetny pomysł co ty na to Alex?
-jasne, w końcu przyjechałam tu żeby się świetnie bawić..
-to może na lody?
-spoko, tylko wezmę portfel
-to my już idziemy przed dom
-ok, ale czekajcie
-to się pospiesz!
Ja z Davidem wyszliśmy z domu na taras, usiedliśmy na hamaku i zaczeliśmy rozmowę, David zdawał się być inny niż przy Maxsie, był szczery, miły, otwarty czułam, że go kocham, wiedziałam że to może być tylko zauroczenie, w końcu znamy się jeden dzień, mimo tego odkładałam w sobie nadzieję, że coś może z tego wyjść. W końcu przyszedł Max i poszliśmy na lody.
-Alex, jaki chcesz waniliowy, truskawkowy czy czekoladowy ?
-hmm...niech będzie waniliowy
-a ty David?
-to samo
-no to trzy razy wanilia
Zjedliśmy lody i postanowiliśmy wskoczyć jeszcze do pizzeri i skateparku, Max i David pokazali mi tyle wspaniałych rzeczy w N.Y.  że w ogóle zapomniałam, że wakacje się skończą i będę musiała wracać do rodzinnego L.A.Wszystko tak dobrze się układało gdy nagle zadzwonił nieznany telefon....

środa, 22 grudnia 2010

Vampire-portal Kiana cz. 4

         Jaskinia, wydawała się być nie odwiedzana przez wieki, wydobywał się z niej niesamowicie dziwny blask i woń róż, było to dziwne, bo każdy myśląc logicznie zapytał by skąd róże w jaskini, a jednak zapach był bardzo wyraźny i miły za razem kojący. Można było zapomnieć o jakimkolwiek bólu, złej przeszłości, o czym kolwiek złym, nawet jeśli dookoła otaczał świat powstały z samego zła. Jaskinia była bowiem iskierką nadziei pośród kłopotów.Była ja kwiat lotosu, po którym człowiek zostaje bez pamięci, przeszłości, zostawiony losu przyszłości. Z pozoru wydawała się złą, ale od wnętrza "serca", najwspanialszą rzeczą jaka istnieje, przynosiła wieczną zgubę ale także ukojenie...
-coraz bardziej zaczynam wątpić w to, że to pułapka..(Emerson)
-ta słodka woń...(Destiny)
-róż...
-ta, właśnie róż..dziwne..
-co cie dziwi Destiny ?
-skąd zapach róż w jaskini, coś tu jest podejrzanego...
-masz rację, ale ten zapach tak przyciąga...
-to pewnie pułapka
-być może
-ale nie mamy innego wyjścia
-nie ma nawet już odwrotu
-taa...wszystko zależy od nas...
-więc, chodźmy...
-tak. chodźmy, patrz ! widziałeś to?
-co ?!
-coś tam leciało, przypominało ducha...
-bardzo możliwe, w końcu to kraina zmarłych tu aż roi się od duchów.
-ale duchy są ja mgła...
-tak..
-a ten był czarny, a jego oczy były czerwone, Emerson ja, ja chyba się boję..
-obyś się myliła...
-o co chodzi Emerson..?
-powiadasz, że był czarny ?
-tak jak najgorszy koszmar, i momentalnie przeszył mnie taki chłód i ból, przypomniały mi się najgorsze rzeczy, np strata mamy...
-to pewnie Phantom gloomy...
-Fantom mroczny, inaczej ta?
-taa...skąd ty...?
-śnił mi się kiedyś, jak byłam mała co noc mnie nawiedzał...
-powiedz co dokładnie ci si śniło, to może być rozwiązanie naszego problemu
-co noc, śniło mi się, że Fantom mnie goni, lub może chce mi coś pokazać, w pewnym momencie zrobiło się ciemno, i ukazały się mi bliskie osoby : mama, tata, ogólnie cała rodzina i jedno puste miejsce w którym pojawiła się mgła w kształcie liter...
-co tam pisało...?
-"zapisane w twoim sercu"..., nie rozumiałam tego aż do teraz, to jesteś ty...jestem pewna..
-o co w tym może chodzić, co oznaczają te sny...może to wizja przyszłości...
-możliwe...
-ale wydawało mi się, że Fantom kazał mi wybrać jedną osobę, by ją ożywić i przywrócić...tylko, że ty żyjesz...Emerson?..Emerson ?! gdzie jesteś!?
Wokół Destiny krążył Fantom, upatrzył ją sobie od momentu jej narodzenia...Gnieździł się w jej najskrytszych myślach do których nawet ona sama nie umiała dotrzeć...
-Kim ty jesteś?! i co zrobiłeś Emersonowi, zostaw go w spokoju to mnie chcesz.nie jego .!
-jeesteem..twoimi myślami, sama mnie stworzyłaś...
-co ?! jak to?! dręczysz mnie od urodzenia?! o co ci chodzi ! i co z Emersonem?!
-on jest ze swoimi...przed tobą ciężki wybór od niego będzie zależała twoja przyszłość i innych ludzi.
-jaki wybór?
-możesz wziąść kamień i zażyczyć sobie czego chcesz, możesz ocalić bliskich, świat lub zapragnąć czego tylko zechcesz, ale pamiętaj że życzenie masz tylko jedno...teraz cię zostawię samej sobie...
Pośród, ciemności Destiny została zostawiona samej sobie, od niej zależał los wszystkich mieszkańców ziemi...
Po chwili namyślania wzięła kamień do ręki , i zażyczyła sobie by w zamian za jej życie, przywrócono do życia jej bliskich, a zło zostało zniszczone...
Oddała życie za swych bliskich, gdy Emerson spojrzał na jej bladą postać oddał nieśmiertelność za jej życie.
Obudzona Destiny umarła wraz z Emersonem, mając 1000 lat znaleźli wreszcie wieczny spokój, byli razem aż do śmierci...



nie za bardzo wiedziałam jak zakończyć ;p mam nadzieję, że jest ok ;d










Vampire-portal Kiana cz. 3

Nastał świt, Destiny nie spała całą noc, rozmyślała nad mamą, tak bardzo było jej brak. Potrzebowała jej teraz jak nigdy dotąd, ona dawała jej oparcie w trudnych chwilach,  a jednak musiała radzić sobie sama. Emerson także nie spał, zresztą był wampirem, sen nie był mu potrzebny...
-jesteś gotowa?(zapytał rozmyślony Emerson)
-tak,..chyba tak...(odparła dziewczyna)
-co się stało ?
-nie, nic po prostu brakuje mi jej...(rozpłakana odpowiedziała)
-mamy?
-tak, była zawsze obok a teraz .?
-jest cały czas, tutaj w twoim sercu
-wiem, ale chciałabym by stała tu obok i przytuliła mnie, tak mi tego brakuje...
-wierzę, może to ci pomoże..(Emerson mówiąc to przytulił Destiny do siebie)
-tak, tyle ci zawdzięczam, zawsze jesteś przy mnie
-bo cie kocham
-ja ciebie też kocham
-wiem, że nie zastąpię ci matki, ale próbuje pomóc ci jak tyko potrafię
-nie wiem co bym bez ciebie zrobiła, wiesz chyba czas już iść walczyć...
-tak masz rację
-jak myślisz uda nam się ?
-bardzo możliwe, czas pokarze...
-taa...
Drzwi do portalu Kiana, prowadziły do świata o którym ludzkość nie miała pojęcia, każdy kto tam wszedł nie wrócił żywy, nikt nie wrócił...
-chodź, tutaj okaże się nasz przyszłość...
-taak...
-jesteś gotowa?
-jak nigdy, jeśli chcesz możesz tu zostać...
-nie, nie ma mowy żebym cie zostawił..
-dziękuję
-za co ?
-za wszystko, za to że jesteś
-nie ma sprawy, ty byś zrobiła to samo
-tak, dokładnie
-idziemy?
-tak, mam jeszcze jedną proźbę
-jaką ? zrobię dla ciebie wszystko
-złap mnie za rękę
-oczywiście, Destiny
-idziemy ?
-tak
Destiny i Emerson przeszli przez Kianę, wszystko wokoło wyglądało tak ponuro, ten świat był otoczony ludzkimi nieszczęściami, koszmarami, i popełnionymi błędami, te wszystkie błędy popełnione przez ludzkość od wieków zbierały się w tym miejscu tworząc krainę cieni i zagubionych...
-to, to jakiś obłęd, koszmar...po prostu brak słów...(Emerson)
-wszystko tu jest takie szare...bez życia...(Destiny)
-dokładnie, aż życie traci sens...
-spróbujmy, znaleźć ten kamień...nie traćmy czasu...
-masz racje, im dłużej tu jestem tym coraz bardziej trace siły i chęci...
-o spójrz !
-co to? jaskinia?
-jakiś blask stamtąd dochodzi, to pewnie kamień..
-chodźmy
-ok
-poczekaj...
-o co chodzi ?
-coś tu jest nie tak, to zbyt proste
-masz rację ta jaskinia to pewnie nasza jedyna szansa a zarazem pułapka...
-pewnie tak, ale nie mamy innego wyjścia, co kolwiek się stanie, będziemy razem
-już na zawsze
-dokładnie, nic nas nie rozdzieli, rozumiesz Destiny?
-doskonale, aż sama sobie się dziwie
-to serce kieruje naszymi uczuciami
-wiem, ale..jesteśmy wampirami
-tak, ale mamy serca, nawet bardziej kochające niż zwykły człowiek...
-masz racje, chodźmy już
-dobrze...
W jaskini ciemność panowała bardziej niż na zewnątrz, jedyne światło dochodziło od wewnątrz jaskini, było niezwykłe, żadne ludzkie oko nie widziało nigdy tak pięknego i tajemniczego blasku nadziei pośród mroku...


noo, mam nadzieję, że się wam spodobało, za niedługo postaram się dodać kolejną część ;*
pozdr. :* :p

Vampire-portal Kiana cz. 2

       Długie włosy Destiny delikatnie powiewał wiatr dochodzący z portalu, Emerson wpatrzony w tą otchłań ciemności i pełną obłąkania, zmierzył ku Kianie, jego dłonie drżały, a oczy skupione były na tym jednym miejscu. Kiana była bardzo kuszącym miejscem dla wampirów, wejście do niej oznaczało, zgubną śmierć na wieki.
Destiny widząc obłąkanie Emersona, zaczęła krzyczeć..
-Emerson, prosze co ty robisz ?!, nie idź tam !(Destiny)
-jja...jja muszeee...(odpowiedział jak w transie Emerson)
-nie ! nic nie musisz..(Destiny)
-muusszzzeee....(Emerson)
-w takim razie będę przeszkodą nie przejdziesz, ja cie powstrzymie(Destiny)
Emerson z całej siły odepchnął Destiny, która straciła przytomność..Wtem coś jakby mroczna zjawa, obudziła Emersona, dążącemu ku Kianie. Zbudzony nie pamiętał co zrobił, gdy zobaczył leżącą Destiny, podbiegł do niej i przypomniał sobie co się wydarzyło
-Destiny, moja ukochana, proszę obudź się ! (Emerson)
-ech...moja głowa, Emerson ?! to ty ?! nareszcie się obudziłeś(Destiny)
-tak, przepraszam najdroższa to już się nie powtórzy, to to zapach krwi...mnie tam tak przyciągnął, wiesz, że to jak kokaina, straciłem kontakt ze światem, jakiś głos wołał mnie, gdy nagle coś mnie obudziło...(Emerson)
-już dobrze, wybaczam ci, wiem że to nie twoja wina, to wina Kiany...(Destiny)
-Destiny... ?
-tak?
-obiecaj mi coś...
-co tylko zechcesz.
-jeśli coś złego znów stanie się ze mną i wejde do Kiany, proszę nie rób tego samego, i żyj dalej ciesząc się tym, że panuje nad tobą silna wola
-ale..
-nie ciii....proszę obiecaj mi to
-nie pozwolę żebyś tam wszedł, prędzej ja to zrobię..
-Destiny?
-taa..?
-kocham Cię
-ja Ciebie też kocham, mój najdroższy
Emerson pocałował Destiny , i przytulił , po czym...
-spójrz, już się zciemnia...(odparła Destiny)
-tak, wiesz co to oznacza...
-wiem, wojna...
-jeśli nie chcesz idź się ukrywaj, ja wygram lub polegnę, dla mnie ważne jest to byś była szczęśliwa i zdrowa
-a ja przy tobie, ale jak ginąć, to razem...
Słońce ukazało swe ostatnie lśniące promienie, i ukazał się srebrzysty księżyc, nadszedł ostateczny czas, który osądzi przyszłość nie tylko Destiny i Emersona, ale także całej Ziemi.
-nasze miasteczko całe jest od tych wampirów, myślałam, że nie jest aż tak źle
-chciałbym żebyś miała rację...
-spójrz ! czy to pani Gavley ?
-tak rzeczywiście, chodźmy może ona jest jeszcze śmiertelną
-Pani Gavley ? co pani tu robi? czmu pani się nie ukrywa..?
-jja..jjaa...jestem czarną wiedźmą, wampiry mnie nie widzą, więc jak się to stało, że wy..?
-my nie pijemy krwi (odparł Emerson)
-dobrze wiedzieć, że jest jeszcze ktoś po stronie dobra (pani Gavley)
-niestety jest nas niewielu...(Destiny)
-tak, moje droge dziecko, ale ty...ty jesteś wybranką wampirów, jak byłaś mała twoja mama przyniosła cię do mnie, już wtedy w twoich oczach było widać, że zostałaś stworzona do czegoś więcej, niż wszysc uważali...(pani Gavley)
-ale ...jak to?! pani zna moją mamę ?!
-znam, aż za dobrze...
-co to znaczy?!
-jestem jej siostrą
-jak to ? moja ciocia zginęła w wypadku
-to było tylko kłamstewko, by cię chronić
-chronić?! przed czym ?!
-nie jesteś tylko wampirem Destiny...
-jak to ?! o co tu chodzi ?
-jesteś po mamie przywódczynią wiedźm i wampirów..
-po mamie ? przecież mama nie żyje, a po za tym ona była człowiekiem...
-nie Destiny, nie była człowiekiem, i nie umarła tak zwyczajnie, oddała duszę byś ty miała władzę i normalne życie...
-czemu, czemu dopiero teraz o wszystkim się dowiaduję !(ocierając łzy: Destiny)
-nie sądziłam, że sprawy zajdą aż tak daleko, teraz był czas w którym mogłaś to zrozumieć...
-ciociu..
-tak Destiny ?
-boję się
- nie bój się, moja kochana, masz moc której ci zazdrości każdy wampir i wiedźma, ty i Emerson możecie ocalić świat przed zagładą
-chyba...
-Destiny ja w ciebie wierzę, (odparł Emerson)
-dziękuję, damy rade prawda?
-oczywiście, że damy wszystko dobrze się skończy
-obyś miał rację, ciociu ?
-tak ?
-co zrobić by ocalić ludzkość
-to nie będzie łatwe...
-ale jest szansa, że da się ocalić ludzkość?(Destiny)
-jest, niewielka...(pani Gavley)
-czy wielka, czy też nie damy radę, prawda Destiny ?(Emerson)
-tak, damy radę, mamy coś czego inni nie mają(Destiny)
-co takiego?(Emerson i pani Gavley)
-miłość,wiarę i zaufanie
-zgadzam się Destiny jesteś tak młoda i mądra, zupełnie jak twoja matka...(stwierdziła pani Gavley)
-dokładnie (Emerson)
-dobrze dość tego zachwalania, co mamy zrobić
-musicie odszukać w krainie zmarłych kamień Iliana, jedno życzenie i wszystko zmieni...
-ale przecież z tam tąd nie ma wyjścia..?!
-właśnie , jest tylko trzeba mieć silną wolę...
-Emerson, ty zostań ja sama pójdę(Destiny)
-coś ty nie zostawię cie samą(Emerson)
-ale pamiętasz co było ostatnio
-nie bój się to był moment mojej słabości, dam radę
-no dobrze, wierze w ciebie (powiedziała dając mu buziaka Destiny)
-kiedy wyruszamy ?(Emerson)
-o świcie...(Destiny)
-odpocznijcie, to będzie ciężka podróż...(pani Gavley)
-dobrze, do jutra (Destiny i Emerson)
-do jutra(pani Gavley)
Pojawił się zachód słońca, jak na miasto pełne wampirów, było spokojnie aż za bardzo...


Po długiej przerwie, napisałam kolejną część, mam nadzieję, że się wam spodoba ;*
za niedługo postaram się dać kolejną część ;p

środa, 3 listopada 2010

Vampire-portal Kiana cz. 1

Jej dłonie drżały, twarz stała się biała, jedynie usta zrobiły się bardziej czerwone niż zwykle, były niemal krwiste, ona umierała kończyła życie na tym świecie, miała zaledwie 16 lat, Destiny Kimberly Hope Dissap tak nazywała się dziewczyna pochodząca z niewielkiego miasteczka Keissleand, opętanego przez krwiożercze wampiry. Jedynym ratunkiem dla niej było by ugryzienie przez wampira, lecz sama stanęłaby się na wieki tą krwiożerczą bestią, odtąd musiałaby unikać  słońca, które po prostu by ją zabiło. Jej chłopak Emerson Paxton Quentin Sparksen był właśnie wampirem, bowiem tysiąc czterysta pięćdziesiąt lat temu sam został ugryziony, lecz przez własnego ojca który był zmuszony do tego , inaczej stracił by swojego jedynego syna, chorującego na śmiertelną nie uleczalną chorobę. Historia znów się powtórzyła Emerson kochał Destiny nad życie bez niej był nikim, ale nie chciał by stała się krwiożerczą bestią, miał do wyboru pozwolić odejść na zawsze swej miłości, lub dać jej życie na wieki. Destiny była już krok od śmierci, Emerson wziął ją w ramiona i ugryzł w bladą szyję, Dziewczyna stała się zimniejsza niż lód, była blada, jedynie jej czerwono krwiste usta zostały takie same, długie brązowe, falowane włosy zwisały prawie do ziemi. Emerson trzymał jej kruchą postać w ramionach, nigdy nie kochał nikogo tak jak jej, ze łzami w oczach spoglądał na jej bladą twarz oświetloną w blasku księżyca. Gdy nastała zupełna cisza Destiny zbudziła się z głębokiego snu, otworzyła swe zielono niebieskie oczy i spojrzała na Emersona który ją trzymał.
-co się stało?(zdziwiona Destiny odparła, nic nie pamiętała.)
-ty, ty umierałaś...(ze łzami w oczach odpowiedział)
-co?! jak to ?!(odpowiedziała zdziwiona dziewczyna)
-ale teraz już będzie dobrze, na zawsze będziemy razem obiecuję ci to kochanie... ( ciągle płaczący Emerson odpowiada)
-dlaczego płaczesz, jak to umierałam?!(Destiny dalej wypytuje)
-umierałaś, byłaś chora na nie uleczalną chorobę, a...a.. a.. ja jestem... wampirem pamiętasz ?(odpowiada Chłopak)
-wampirem ?!( z szoku pyta Destiny)
-tak, musisz pamiętać, proszę przypomnij sobie (Emerson)
-ja, ja, ja... chyba pamiętam...ale ty chyba nie... nie...(dotknęła  swoją szyję, a jej ręka była cała w krwi)
-musiałem...(odpowiedział znowu płacząc Emerson)
-dlaczego kochanie? (spojrzała mu prosto w oczy)
-bez ciebie jestem nikim rozumiesz?!, bez ciebie nie mam po co żyć?!, nie mam! (krzycząc Emerson ponownie uronił łzy)
Destiny już nic nie odpowiadała, bowiem czuła do niego to samo, na jego miejscu postąpiła by dokładnie tak jak on. Od teraz mogli być ze sobą razem, nie na kilka, kilkadziesiąt lecz na tysiące lat, jedyną przeszkodą były inne wampiry próbujące pokonać słabsze wampiry, i ta jedna rzecz: zabijanie zwierząt, ludzi dla krwi. Każdy wampir jest strasznie wrażliwy na krew, jego instynkt jest silniejszy od nich samych, wampir działa zawsze instynktownie, ale z Destiny i Emersonem było inaczej, tylko oni z pośród nie licznych nie zabijali ludzi i zwierząt, z jakiego też powodu byli słabsi od prawdziwych drakuli...bezlitośnie zabijających swe ofiary.Para wampirów nie była bezpieczna, wokół czaiło się coraz więcej krwiożerczych wampirów, nie gryzących ludzi i odchodzących lecz wypijających ich całą krew boleśnie zabijając. Miasto Keissleand  było już całkowicie opętane prze wampiry, śmierć poniosło wiele ludzi i zwierząt. całemu światu zagrażała zagłada ludzkości.
Świat był w rękach Destiny i Emersona...
Nastał świt, Destiny i Emerson ukrywali się w podziemnych korytarzach, wampirzej kryjówki, gdy nagle zobaczyli portal otwierający świat zmarłych...


   Za niedługo postaram się dodać dalszy los Destiny i Emersona, mam nadzieję, że się podobało ;p

wtorek, 2 listopada 2010

Widmo...z Lisleand

Niedawno, do malutkiego miasteczka Lisleand, znanego z tego, że jest nawiedzone przez duchy, przeprowadziła się rodzina Nessac'ów, jak dotąd normalna rodzina,ojciec Jerry, matka Gabriella, 16-letnia córka Leslie, 17-letni syn Edmund i najmłodszy 7-letni Adaś. Poprzedni dom Nessac'ów w dziwny i tajemniczy sposób spłonął, więc rodzina była zmuszona przenieść się do Lisleand, nie przerażało ich to, że miasteczko jest obciążone klątwą i jest nawiedzone przez duchy, nie wierzyli w to, lecz pewnego dnia to się zmieniło...
Sobota, wieczór godzina 19.00.
-dzieci my już z tatą idziemy, Edek z Leslie pilnujcie Adasia, i pamiętajcie go za chwilę położyć do spania.(mama pocałowała dzieci w głowę i poszła do auta)
-dobrze mamo będziemy się nim opiekować(odparły dzieci)
-tak, zróbcie co kazała wam mama i pamiętajcie z imprezy wrócimy około godziny 3.00 nad ranem. (odparł tata).
-dobrze, bawcie się świetnie!
-ok, pa...!(odparli rodzice i pojechali)
Rodzeństwo bawiło się i dokazywało, nastała godzina 20.30 więc Leslie poszła poczytać książkę Adasiowi na dobranoc, a Edek oglądał filmy wypożyczone od kumpli. Wszystko zapowiadało się na świetną zabawę do późna.
-no, Adaś już śpi to co oglądamy?.(odparła Leslie)
-"Lśnienie".chyba się nie boisz co siostra?.
-ja? (odparła ze zdziwieniem Leslie) chyba sobie żartujesz
-dobra już, ci wierzę no to patrzmy.(odparł Edek i włączył film)
Po obejrzeniu pierwszego filmu, Edek i Leslie obejrzeli kolejny film, i tak nastał godzina 24.00, zaczęła się dziwna wichura, drzewa zaczęły kołysać się na wietrze w tą i ową stronę, tak jakby tańczyły, lub chciały przed czymś uciec. Adaś obudził się z powodu głośnego hałasu, który słyszał zza okna, poszedł zobaczyć przez okno co się dzieje i zobaczył połyskującą w blasku księżyca białą postać siedzącą na skale obok ogromnego i starego drzewa, patrzącą właśnie na niego i wskazującą by zszedł do niej. Adaś z przestraszenia zaczął krzyczeć i wołać Edka i Leslie.
-słyszysz? to Adaś krzyczy! (odparła Leslie i pobiegła do pokoju Adasia, a za nią Edek)
-co się stało?(odparła Leslie)
-ttaam, ttam ttt...(wybełkotał przestraszony Adaś wskazując na okno)
-to tylko wichura(podchodząc do okna Edek spojrzał na podwórko)
-nie! (krzyknął zdenerwowany Adaś)
-co nie?(zapytała zdziwiona Leslie)
-ttam na skale obok drzewa...(sapiąc odparł Adaś)
-nic nie ma. (spoglądając ponownie w okno odparł Edek)
-tam było widmo...(płacząc odpowiedział Adaś)
-widmo? przyśniło ci się. To tylko zły koszmar, a teraz chodź sapać(odparła Leslie)
Światło zaczęło dziwnie połyskiwać, aż w końcu zgasło, drzwi i okna zaczęły trzaskać, podłoga zgrzypiała jak by pod nią przebiegało stado słoni, wszystkie zegary znajdujące się w domu zaczęły bębnić, z ścian wydobywały się ledwo słyszalne głosy wołające o pomoc, a z pokoju było słychać jak by ktoś wchodził po schodach. W tym momencie rodzeństwo Adasia zrozumiało, że to nie koszmar lecz nawiedzone miejsce...
-Uspokójcie się, musi być na to jakieś logiczne rozwiązanie, to, to pewnie przez tą wichurę!(odparł zdenerwowany Edek)
-co?! jak chcesz to wyjaśnić?! a te głosy??(odparła przestraszona Leslie)
-przestańcie się kłócić mówiłem wam, że widziałem widmo, ale teraz trzeba wymyślić co dalej robić(krzyknął Adaś)
-masz racje te widmo najwidoczniej czegoś od nas chce...(Edek)
-tylko, czego...(odparła Leslie)
-nie wiem, musimy się dowiedzieć(odparł zamyślony Edek)
Hałasy na chwilę się uspokoiły, natomiast odgłosy dochodzące z korytarza były coraz głośniejsze. Wydawało się, że ktoś idzie po schodach, nagle klamka z pokoju się przekręciła, wszystko umilkło, dzieci schowały się za łóżko, do pokoju weszła zjawa.
-boooje się (odparł cichutko przestraszony Adaś)
-spokojnie, ten duch pewnie zaraz wyjdzie(pocieszał Edek)
Widmo jednak zbliżyło się do dzieci schowanych za łóżkiem, i jęczącym głosem wskazywało przez okno  na skałę obok starego drzewa na którym wcześniej siedziało. Później jednym ruchem przeniosła dzieci na dwór, pogoda była straszna, na niebie ukazywał się jakby otaczający księżyc wir, wiał okropny wiatr, padał deszcz, a skała przed którą stali była wciąż sucha. Widniał na niej napis "Isuan, de lie , bia sonarr...". Widmo widocznie chciało by dzieci wypowiedziały te słowa.
-to widmo chce byśmy to przeczytali(oznajmił Edek)
-tak, tylko jeśli to jakaś klątwa lub zaklęcie?(odparła Leslie)
-możliwe, ale jeśli to odwróci klątwe działającą na Lisleand, to ocalimy to miasteczko (odpowiedział Adaś)
-on ma racje i tak nie mamy już nic do stracenia(odrzekł Edek)
Rodzeństwo zaczęło czytać to na głos, w tym momencie zdarzyło się coś niezwykłego, wokół nich zjawiły się wszystkie duchy, których ciała były pochowane w Lisleand, otwarł się portal prowadzący do świata zmarłych...
Widmo miało dość, wiecznego błąkania się po ziemi, szukało trójki dzieci, rozumiejących o co prosi. Straszyło bo nikt od wieków nie rozumiał, nikt nie widział napisu na skale...
Od tąd miasteczko w Lisleand nie było nawiedzane, dzięki trójce dzieci zostało odciążone od klątwy panującej przez wiele wieków. Jedyna rzecz została tajemnicą, bowiem po wypowiedzeniu słów "Isuan, die lie, bia sonarr..."Leslie, Edmund i Adaś na wieki zniknęli gdzieś w otchłani....

poniedziałek, 1 listopada 2010

Pamiętnik Laury

           Pamiętam jakby zdarzyło się to wczoraj. Były ciepłe, słoneczne wakacje, jak zwykle spędzałam je w domu. Co dzień towarzyszyła mi przyjaciółka Bella, chodziłyśmy razem wszędzie do sklepów, na spacery, rowery. Miło było spędzać czas z kimś bliskim, lecz ciągle mi czegoś brakowało. Pewnego dnia ja i Bella spotkałyśmy kolegę z jej klasy Maxa. Od tego czasu spędzałyśmy z nim coraz więcej czasu. Chodziłyśmy z nim do lasu i obserwowałyśmy jak skakał na bmx. Nie wiem jak u Belli ale we mnie wzbudzało to wielki zachwyt. Bardzo polubiłam Maxa, czasami gdy Bella  nie mogła wyjść spędzałam czas właśnie z nim. Była już prawie połowa wakacji a Max na tydzień wyjechał na kolonie, dla mnie były to najgorsze dni wakacji, bardzo mi się nudziło, Bella mi nie wystarczała, tęskniłam za nim. Sama w to nie wierzyłam ale go pokochałam. Gdy wreszcie po najgorszym tygodniu mojego życia przyjechał, nogi gięły się pode mną i nie umiałam wydobyć głosu. Pewnego dnia gdy zostaliśmy sami Max zachowywał się cudownie, był miły, uprzejmy i bardzo troskliwy, właśnie w tym dniu powiedział, że mnie kocha i zapytał czy będę z nim chodzić. Zgodziłam się bez wahania. Od tego momentu spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, byłam strasznie szczęśliwa ale nie na długo po dwóch tygodniach przestał mnie kochać i zostawił mnie samą. Przez ten czas co dzień płakałam, w ogóle się nie uśmiechałam, nie chciałam bez niego żyć, wszyscy mówili, że dam sobie radę i znajdę innego, lecz ja nie chciałam innego kochałam tylko jego. Byłam tak strasznie załamana, że zaczęłam robić sobie krzywdę. Nikt nie rozumiał bólu który czułam. Gdy było mi już odrobinę lepiej wyszłam z Bellą pochodzić ale pożałowałam dowiedziałam się, że Max wrócił do swojej byłej dziewczyny. Wtedy o mało nie wpadłam pod pociąg. Biegłam ze łzami w oczach, stanęłam na torach, nie widziałam nadjeżdżającego pociągu, gdyby nie Bella już by mnie nie było. Ja i Max zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale po jakimś czasie zauważyłam, że jest on jakiś przybity. Miałam rację, zerwał z dziewczyną, ale to nie był powód jego smutku. Gdy zaczęłam go wypytywać o co chodzi, czemu jest taki smutny, on wyznał, że żałuje tego co zrobił i , że mnie bardzo kocha. Przez chwilę nic nie odpowiadałam, byłam bowiem w szoku, Max zauważył moje osłupienie i chwycił mnie za rękę by sprawdzić puls, wtedy się ocknęłam. Zapytał mnie czy mu wybaczę i do niego wrócę. Na drugi dzień dałam mu odpowiedź brzmiała "Tak". Jak do tej pory nie żałuję tej decyzji, z Maxem jestem szczęśliwa, bowiem zrozumiał, że jestem jedyną i najważniejszą osobą jego życia...
                                                                                                               Laura

Koniec świata

Na ulicach panował niezwykły chaos, ludzie siali panikę, biegali bez celu, krzyczeli. Tylko ja i mój kumpel Justin, zachowaliśmy spokój, można bowiem było robić wszystko, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że za niedługo nastąpi koniec świata. Robiliśmy wszystko, wchodziliśmy na dachy,  do miejsc z zakazem wstępu, ogółem jak na moment przed nastąpieniem tragedii bawiliśmy się świetnie, do puki, do puki Justin nie powiedział mi co czuje...
Czuł bowiem do mnie miłość, a ja zaczęłam czuć to samo, jedyne co teraz mnie martwiło, to to, że za niedługo wszystko pryśnie, po prostu się zakończy. Od tej chwili zachowywaliśmy się inaczej, jak para, nie zwracaliśmy uwagę  na ludzi biegających po ulicach, siejących panikę. Widzieliśmy tylko siebie nawzajem, po za nami nie było świata. Chcieliśmy spędzić ostatnie chwile naszego życia jak najlepiej. Świat powoli się już rozpadał budynki waliły się jak te domino, które jednym ruchem przewracały jedno za drugim. Wody mórz, jezior, rzek wylewały się już na ulice miast, zalewając i niszcząc bezlitośnie to co pozostało. Ziemia zaczynała się rozstąpiać i wchłaniać ludzi w bezdenną otchłań. Dla nikogo już nie było ratunku, to był koniec nic nie dało się już zrobić. Ja i Justin objęci na najwyrzszym wieżowcu w mieście, cierpliwie czekaliśmy na śmierć. Ze łzami w oczach coraz mocniej obejmowałam Justina, wiedziałam, że zostały nam zaledwie ułamki sekundy życia. Justin jak by też to wyczuł chwycił mnie w ramiona  pocałował.Obiecaliśmy sobie miłość aż do śmierci...
W końcu przyszedł i czas na nas, wieżowiec zsuwał się z nami prosto w otchłań, towarzyszyły temu dziwne uczucia których nie potrafiłam opisać, ale dla mnie liczyła się już tylko miłość, miłość która trwała do końca świata, miłość która została w naszych sercach na zawsze...

niedziela, 31 października 2010

Druga Ja

Przed oczami wciąż miała te ominięcia wypadków nawet z przed paru lat, każda melodia, gest, ruch kojarzył się jej z tym co mogłoby się stać. Wszyscy mówią po co się tym przejmujesz skoro się to nie stało, ale zawsze gdyby wykonano nie ten ruch co trzeba...nie było by jej. Jej przeszłość nie była tak kolorowa jak teraźniejszość. W swoim życiu, krótkim, ale w życiu wiele cierpiała, niektórzy ludzie tyle co ona przeżyła w 14 lat, oni przeżywają to w całym swoim życiu. Było wiele łez, bólu, koszmarów, czasem naprawdę chciała się poddać i już nie walczyć o lepszą przyszłość. Były takie momenty, kiedy uśmiechnęła się ,lecz nikt nie wiedział, że to była tylko przykrywka, tego co czuje na prawdę.Rodzina nawet nie wiedziała o smutku dziewczyny, o tym, że mogli ją stracić. Pamiętam jak biegła ze łzami w oczach i nie widząc nadjeżdżającego pociągu biegła przed siebie, było naprawdę blisko od tragedii, a co gorsze to nie był jeden raz, lecz kilkanaście, teraz wiem, że by być naprawdę w życiu szczęśliwym trzeba cierpieć. Ta dziewczyna zrozumiała, że na szczęście trzeba zasłużyć wiem, że to nie jest łatwe, że czasem nie ma się już siły żyć, ale przecież nie zaszkodzi walczyć o coś co będzie trwać wiecznie chociażby w naszych sercach...

Z życia wzięte...

Była zwykłą dziewczyną, miała zaledwie 14 lat a tyle już w życiu przeżyła. Więcej było złych wspomnień, niż dobrych, ale co zrobić to jest właśnie "życie".Tak mówiła nie dawno, tylko cały czas dręczyło ją pytanie czemu tych złych wspomnień nie można tak po prostu wyrzucić, zapomnieć o nich na zawsze?. Niestety jak dowiedziała się z własnego doświadczenia nie można, one zostaną na zawsze w nas, my możemy jedynie o nich dużo nie myśleć, a nasze serce zapełnić dobrymi, a nawet wspaniałymi wspomnieniami, bo cóż innego pozostało nam zrobić. Wiem, że jest to trudne, ale trzeba się w końcu podnieść i dalej iść...
Czasem było jej tak źle, że nikt nie był w stanie jej pomóc, nikt nie potrafił podnieść ją na duchu, nikt nie potrafił ją powstrzymać przed krzywdą, którą sobie robiła. Bo przecież żadna rana nie boli tak jak ta zadana prosto w serce. Wydawałoby się, że już nie pozbiera się z tego koszmaru, że już na zawsze będzie jej towarzyszył smutek i łzy...ale los i do niej się uśmiechnął, spokojnie ona narodziła się na nowo, ona zaczęła życie od nowa..teraz jest szczęśliwą i uśmiechniętą dziewczyną...
Gdy was także ogarnie takie uczucie, też będziecie popełniać te same błędy co ta dziewczyna, to oznacza, że naprawdę kochacie kogoś kto odszedł., ale nie załamujcie się do was także los się uśmiechnie, wiem bo sama tego doświadczyłam...

Aż do śmierci...

Łza cichutko spływała na kartkę po jej zarumienionym policzku...
Pisała list do swojego jedynego, który był całym jej światem, wszystkim co miała...
Bez niego była jak kwiat bez wody, jak tęcza bez kolorów, jak ptak bez skrzydeł...
Kochała go ponad życie, ponad wszystko co istnieje...
On nie był w jej sercu , on był jej sercem...
A jednak musiała, musiała napisać mu okrutną prawdę...
Była chora na raka...
Został jej jakiś tydzień życia...
Nigdy nikogo tak nie kochała, jak Jego.
..
Musiała jednak wziąść się w garść...
Poszła do niego lecz nie potrafiła dać mu listu...
Zbyt bardzo go kochała by mu to dać...
Lecz nie zauważyła, że list jej wypadł...
Gdy wracała do domu on podniósł list...
Czytając go nie dowierzał i płakał...
Natychmiast po przeczytaniu listu pobiegł do niej ...
Od tego momentu spędzał z nią każdą chwilę...
Gdy jej serce przestało bić...
On wziął nóż i przebił sobie serce mówiąc...
Już na zawsze będziemy razem...

Anioł Ciemności

Była ciepła sierpniowa noc, dla wszystkich taka sama jak każda poprzednia, lecz nie dla niej, nie dla 16-letniej Jessici, dziewczyny pochodzącej z położonego na wschodniej części kraju, miasteczka Salem. Dziewczyna jak co dzień, o tej porze poszła nad swoje jezioro które kochała całym sercem, duszą, rozumem...poszła by jak zwykle otworzyć przed nim swe serce, by to co złe spłynęło na dno jeziora, by zapomnieć o bólu, który w sobie tłumiła...tylko to jezioro powracało ją na nowo do życia, dawało jej iskierkę nadzieji w jej szarym życiu...
Dziewczyna siadając przy brzegu jeziora jak zwykle wpatrywała swe niezwykle błękitne jak morska fala oczy w toń wodną, tym razem usiadła tak blisko, że lekkie, ledwo widzialne fale dotykały jej stóp i długich brązowych włosów. Jessica patrząc w swoje odbicie w wodzie...spostrzegła coś dziwnego, albowiem w odbiciu niebo było pełne błyskawic uderzających w pobliskie drzewa, słupy,  po prostu panował chaos .Pełna zdumienia Jessica spojrzała do góry, lecz wszystko było w normie, księżyc oświetlał jej bladą twarz, wiatr lekko powiewał jej długie włosy, lecz nie było śladu po żadnej burzy...W lekkim zdziwieniu Jessica drugi raz spojrzała w jezioro, tym razem pogoda była w normie lecz,  nie umiała znaleźć w nim swojego odbicia...Dziewczyna trochę przestraszona spojrzała trzeci raz w wody tajemniczego jeziora i spostrzegła idącego w jej stronę chłopaka, odnosiła wrażenie jakby miał za chwilę wyłonić się z wody. Jessica myśląc że to złudzenie spowodowane jej zmęczeniem przetarła oczy i ponownie spojrzała w jezioro, wszystko było w normie, pogoda, jej własne odbicie, i brak innych osób. Zamyślona Jessica po raz kolejny wpatrując się w jezioro, poczuła zimny dotyk na ramieniu, tak zimny, że drgnęła z zimna...odwróciwszy się zobaczyła chłopaka, chłopaka którego widziała w odbiciu jeziora...jej blada cera stała się jeszcze bledsza niż dotychczas niemal, że biała, z jej czerwonych jak róża ust wydobył się cieńki, piękny, niepewny głos...
-kim jesteś ?
-jestem, jestem two...jestem Edward. Chłopak z małym zawahaniem odpowiada Jessice
-witaj, jestem Jessica.
-miło mi.
-wiesz miałam wrażenie, że widziałam Cię w odbiciu jeziora
-wiesz ja muszę już iść, bardzo mi się spieszy...do zobaczenia!. odparł chłopak po czym pobiegnął wzdłuż jeziora
-czekaj ! zobaczymy się jutro ? . Jessica nie dostając odpowiedzi wraca do domu zamyślona...teraz myśli tylko o nim o Edwardzie...
Następnego dnia o tej samej porze Jessica oczekiwała na Edwarda...zjawił się nie wiadomo z kąd, ale się zjawił i to dla niej było teraz najważniejsze
Edward zachowywał się tak,  jakby ktoś go gonił
Lekko zdyszanym,wystraszonym głosem powiedział do niej
-Jessica, słuchaj muszę Ci coś powiedzieć...ja, ja, ja nie mam pojęcia od czego zacząć...bo wiesz...ja....
-no śmiało mów, wykrztuś to z siebie
-ja nie jestem człowiekiem
Dziewczyna jak by stanął czas osłupiała, jej twarz była niemalże biała, a jej ciało stało się chłodne, że wydawała się martwa, lecz po chwili ocknęła się i ledwo zdołała się odezwać.
-ale..? nie rozumiem..
-jestem aniołem ciemności...
-ciemności?
-tak , dlatego wczoraj uciekałem , przed świtem
-dlaczego nie możesz pokazywać się na światło
-jestem aniołem ciemności dlatego. Bo widzisz gdy słońce oświetliło by moje ciało stało by się one połyskujące jak gwiazda w ciemności, a gdyby ludzie dowiedzieli by się kim na prawdę jestem...to...
-to dlaczego mi to powiedziałeś?
-bo jestem anio....
-wiem, ale dlaczego mi to powiedziałeś ?
-bo jestem twoim aniołem ciemności
-jak to moim ?
-zesłano mnie z zaświatów by strzec Cię od niebezpieczeństwa jakie dzieją się pod portalem w Issac
-Issac, portal?
-tak, to jezioro nosi tą nazwę od stu tysięcy lat, ale te jezioro to równierz portal do świata pozaziemskich istot
-ale, co ja mam zrobić?
-ty nic, wystarczy, że przed świtem wrzucisz ten kamień do wody, i uronisz łzę z tęsknoty za mną, a wtedy wszystko wróci do normy, wtedy będziesz bezpieczna
-a ty ? co z tobą?
-ja? ja odejdę tam gdzie moje miejsce, pod portalem w Issac
-już się nie zobaczymy ?
-nie wiem, to zależy od ciebie, czy pozwolisz swojemu sercu spotkać się ze mną we śnie...
-dobrze, przed świtem tak ?
-tak, żegnaj Jessico...i pamiętaj śnij o mnie
Edward znikając z oczu Jessici, rozpływa się jak mgła...
-żegnaj , będę o tobie śnić Edwardzie..będę obiecuję !
Jessica ze łzami w oczach wrzuca kamień na dno jeziora Issac, po czym zasypia przy jeziorze śniąc o Edwardzie...Odtąd Jessica śniła tylko o nim o pozornie wydawającym się niewinnym chłopakiem, chłopakiem który na zawsze został w jej sercu...